O autorze
Absolwent Wydziału Elektrycznego Politechniki Warszawskiej, specjalizacja Systemy Komputerowe w Elektrotechnice. 20 lat pracy w dużych organizacjach (Hewlett-Packard, Polkomtel, Orlen, Orange). Współwłaściciel i współtwórca sukcesu polskiej wyszukiwarki internetowej Netsprint.pl.
Menadżer i Inwestor. Od 2013 roku główny udziałowiec i prezes zarządu innowacyjnej spółki Teraz Energia, rozwijającej rozwiązania klasy smartgird dla energetyki. Blog poświęcony tematyce lokalnych sieci energetycznych, elektrowni wirtualnych, magazynowania energii i e-mobility.

Chińczyki trzymają się dobrze. A Górnicy?

Z najnowszego raportu firmy Roland Berger wynika, że o ile w 2013 r. polskie elektrownie potrzebowały rocznie około 65 mln ton miałów energetycznych, o tyle w roku 2020 będzie to tylko około 43 mln ton.

Węgiel kamienny na świecie jest tani. Można go kupić między innymi w miejscach gdzie jest wydobywany odkrywkowo, stając się bardzo tanim surowcem. Węgiel na giełdach światowych kosztuje 50 dolarów amerykańskich za tonę (ok. 200 złotych).
Jak na tle tej trudnej sytuacji sekotra węglowego wyglądają zarobi polskich górników? Bardzo ciekawe dane Eurostatu z 2012 roku podała „Gazeta Prawna”. Dotyczą one zarobków górników na tle średnich zarobków krajowych. Okazuje się, że biorąc pod uwagę ten przelicznik, trudno znaleźć inny kraj na świecie, w którym górnicy zarabialiby tak dużo jak w Polsce! Biorąc pod uwagę średnie zarobki w naszym kraju (ok. 3,5 tys. zł), zarobki w sektorze górniczym są wyższe aż o 92 proc. Oznacza to, że średnie zarobki górnika to ok. 6,8 tys. zł.

W kopalniach węgla kamiennego w Polsce pracuje ok. 100 tysięcy górników. Każdy z nich zarabia średnio 80 000 złotych rocznie. Zatem na pensje górnicze potrzebujemy 8 miliardów złotych rocznie.
Przy obecnym wydobyciu węgla w Polsce na poziomie 82 mln ton rocznie mamy około 800 ton wydobycia rocznie przypadającego na jednego górnika. W 2020 to będzie już tylko 400 ton na głowę. Jeżeli sprzedamy ten węgiel do polskich elektrowni po rynkowej cenie to przychody wszystkich kopalń w 2020 roku wyniosą mniej niż 9 miliardów złotych, co przy samych pensjach na poziomie 8 miliardów oznaczać będzie katastrofę lub gigantyczne dotacje.
Państwowa własność koplani umacnia silną pozycję związków zawodowych i utrzymuje przywileje górnicze rodem z głębokiego PRL-u. Państwo jako właściciel sprawdza się bardzo źle, co dobitnie ilustruje przykład kopalń, stoczni czy kolei. Polityków kierujących górnictwem nie interesują wyniki finansowe, tylko poparcie w okręgu wyborczym. Ten fakt w połączeniu z bardzo silnymi związkami zawodowymi skutkuje niemożnością przeprowadzenia restrukturyzacji (zamknięcie nierentownych kopalń, zwiększenie wydajności pracy, ograniczenie zatrudnienia) oraz wywiera presję na wzrost płac górników w oderwaniu od wyników finansowych.

Czy możemy temu zaradzić w kontekście ochrony miejsc pracy na Śląsku? Możemy ale napewno nie przez zamykanie oczu i mówienie, że górnictwo to potęga i duma narodowa. Śląsk musi zacząć zmieniać model gosodarczy regionu. Musi wykorzystać choćby unijne środki na stworzenie miejsc pracy poza górnictwem. Zacznijmy budować polski, nowoczesny, innowacyjny przemysł na Śląsku. Niech dzieci i wnuki śląskich górników będą nam wdzięczne za to co zrobimy.
Trwa ładowanie komentarzy...